Ciemna strona Customu – czyli co na nas czyha podczas budowy własnego motocykla 

Jeżeli trafiłeś na tą stronę to znaczy że customowe macki już Cię dopadły i albo już budujesz sobie motocykl albo masz to w planach i chcesz zgłębić temat. Ten artykuł nie jest po to aby zniechęcić do budowy własnego motocykla ale po to aby uświadomić że w myśl naszej forumowej zasady ” custom to nie rurki z kremem ” efekty pracy nie zawsze będą się pokrywać z oczekiwaniami.

Prawdopodobnie naoglądałeś się motocykli w necie bądź na discovery, być może widziałeś customa gdzieś na ulicy i sam zapragnąłeś posiadać motocykl indywidualny, taki który jest znacznie ciekawszy niż motocykle seryjne. Nic w tym dziwnego, custom w Polsce w ostatnich latach zaczął się dynamicznie rozwijać, śmiem twierdzić że nawet nie raczkuje a stoi twardo na własnych nogach. Potwierdzają to nie tylko same motocykle ale wszelakie imprezy zrzeszające ludzi z tego środowiska, portale internetowe czy wyspecjalizowane warsztaty zajmujące się przeróbkami motocykli czy tworzeniem akcesoriów.

Na pewno już masz upatrzony nurt, wiesz że podoba Ci się bobber i chciałbyś takim jeździć , ale czy wiesz z czym się wiąże eksploatacja takiego sprzętu? Jaki jest komfort użytkowania ? No to ja trochę pewnie ostudzę ten entuzjazm uprzedzając o bolących plecach i odbitych nerkach. Jedziesz się lansować, pogoda się zmienia, zaczyna padać, do domu daleko a wilki wyją, deszcz leje i wtedy zaczynasz żałować decyzji o usunięciu błotników, już nie uważasz że bez nich jest fajniej. Wysoka kierownica i pozycja na Jezusa jest OK, zawsze chciałeś mieć sucho pod pachami , że ręce drętwieją po 10 min? Dasz radę nie przejmuj się wszystko rekompensują zazdrosne spojrzenia przechodniów. Ale może jednak nie bobber może cafe racer-przynajmniej nie ma sztywnego tyłu zawsze to wygodniej .

Tutaj też Cię rozczaruję pozycja mocno pochylona ma takie zalety że po paru kilometrach głowa zaczyna ważyć tyle co worek cementu a szyję łapią skurcze. Ale dosyć tego zniechęcania, są jeszcze scramblery, bratstyle, różnej maści trackery , zawsze można coś sobie dopasować

No dobra ale skoro już się na cos zdecydowałeś i zapał Ci jeszcze nie minął pora na budowę. To nic trudnego przecież  OCC robią takie motocykle w tydzień, Ty może nie masz takiego zaplecza więc zajmie to no najwyżej miesiąc ( dobre sobie, szykuj się na pół roku albo dłużej ). Masz plan w głowie, ambicję a nawet wizję więc wszystko wydaje się takie łatwe i proste. Obciąć ramę ,zmienić koła, drugi błotnik i kanapa i masz już niezłą furę na której widok ślinią się małolaty a koledzy zazdroszczą. To ja przygotuję kilka zimnych wiader na głowę.

Zaczynasz działać, upatrzyłeś sobie fajne opony, shinko z białym pasem , a że żona akurat dostała trzynastkę to malwersujesz kasę i je kupujesz. Myślisz ekstra pierwszy krok już jest, próbujesz zakładać i co ? I pierwszy kubeł zimnej wody, opony fajne , szerokie, ale nie mieszczą się w wahacz, to próbujesz coś z nim kombinować, z obręczą też bo na starej jakoś słabo się układają, pomału tracisz cierpliwość aż stwierdzasz że może te stare wcale nie są takie złe. To może cos z silnikiem? Fajne wydechy i filtry stożkowe to jest coś, a może nawet stacksy założysz. Kombinujesz zakładasz i pełen wysokich oczekiwań zadowolony z siebie jedziesz na jazdę próbną. Jedynka ogień, dwójka ogień i co ? Ano nic, silnik robi  buuuu i nie jedzie jak powinien. Wtedy uświadamiasz sobie że wcale nie jesteś mądrzejszy od konstruktora, że może jednak ingerując w układ dolotowy zmieniłeś niekorzystnie skład mieszanki przez co motor zalewa. Dobra wkładasz oryginalny airbox i twierdzisz że zmienisz go w późniejszym czasie – nie łudź się jak nie zrobisz czegoś od razu to już tak zostanie. Mimo że z założeń początkowych zrealizowałeś połowę to i tak jesteś dumny ze swojego moto.

Czas polatać ale niestety w międzyczasie wyszło badanie więc kierujesz się do najbliższej  stacji kontroli pojazdów. Tam na miejscu diagnosta sprowadza Cię brutalnie na ziemię, chyba nie podziela Twojego entuzjazmu i bredzi coś o jakichś decybelach, homologacjach na oświetlenie, czepia sią że tablica nie widoczna – a poszed Ty! Jedziesz do zaprzyjaźnionej stacji prowadzonej przez szwagra kumpla swojego ojca i robisz badanie wspomagając w międzyczasie związki zawodowe diagnostów sumą 20zł. ( żeby nie było – nie polecam  ! ). Motor ma już trochę nalatane, pierwsze zachwyty minęły i czas na małą refleksję. Po czasie okazuje się że w ocenie kolegów jakiś ten motor kasztanowaty, sam zaczynasz dostrzegać błędy i niedoróbki i myślisz sobie następny będzie lepszy i wiesz co , na pewno taki będzie!

Najważniejsze jest aby nie narzucić sobie zbyt ambitnego projektu bo możemy go nie udźwignąć i wyląduje  na portalu aukcyjnym z dopiskiem  „ projekt do ukończenia „

Motocykle są piękne. Mówi się też że maja duszę- szczególnie te z przeszłości… Można tchnąć w nie także swoją.

 

Maks