Rozpoczynam cykl krótkich, czasami może dłuższych wpisów o motocyklach które powstają na forum bobber.pl.

Prywatnie, jestem zwolennikiem budowania  budżetowych motocykli, w które jest włożone serce, pomyślunek i dużo ręcznej roboty. Dlatego też, na pierwszy rzut idzie wydumka, wokół której było sporo kontrowersji i masę nie zawsze pozytywnych komentarzy.

Ludzie na forum trafiają na różnych etapach prac nad swoimi maszynami. Niektórzy przez przypadek, niektórzy szukając pomocy gdyż utknęli w martwym punkcie, jeszcze inni są długodystansowymi, biernymi obserwatorami.

Adam z Orzesza, trafił dużo wcześniej jeszcze przed rozpoczęciem prac nad swoim wymarzonym customem. Kupił motocykl po okazyjnej cenie i od razu założył temat, który rozrósł się do ponad 30 stron. Owym motocyklem okazała się Honda CMX 450 – lekki soft chopper z lat 80 ubiegłego wieku. Już w drodze do domu zaczęła pokazywać fochy – strzelać, prychać i ogólnie odmawiać chęci do jazdy…chyba zorientowała się co ją czeka.

Zaczęło się szukanie kierunku w jakim ma pójść przeróbka motocykla. W kolejnych wpisach pojawiały się rady, momentami ostra dyskusja. Chopper? Bobber? Jeśli tak to jaki? Japan Style? Old School?

Adam przewijał tysiące zdjęć, odwiedzone strony internetowe mnożyły się w zastraszającym tempie. Motocykl miał być odskocznią od codzienności. Garaż i popołudniowe wypady miały dać chwilę oddechu. Adam zajmuje kierownicze stanowisko w branży bankowej, czasami potrzeba zapomnieć o obowiązkach i włożyć łapy w coś prostszego. Mam wrażenie, że na początku tak nie było. Nawet wręcz przeciwnie. Z czasem jednak, gdy temat stawał się klarowny, owe wypadu do zimnego, blaszanego garażu przynosiły masę przyjemności i dawały wyczekiwany oddech od obowiązków dnia codziennego. Dało się to odczuć po postępach i efektach pracy. Po burzliwych poszukiwaniach i obraniu kierunku, przyszedł czas na kompletowanie gratów. Wysoka w miarę wąska kierownica wykonana na zamówienie, bak od Simsona Sr2, modyfikacje elektryki i „wyczyszczenie” kierownicy ze zbędnych elementów, dość wysoki sisybar, stylowe oświetlenie, puszka na elektrykę po mleku dla noworodka, układ wydechowy. Co ciekawe, wydech uzyskał tak ciekawy odcień dzięki przypaleniu oleju lnianego na jego zewnętrznej powierzchni.  Jeden trafiony pomysł napędzał dwa kolejne. Wszystko zaczęło się układać jak elementy dość dobrze spasowanej układanki dla dzieci do lat 3. Ważne by obrać odpowiedni kierunek. Motocykl złapał bardzo pozytywną linię.

Ciężkim tematem okazało się znalezienie odpowiedniego, tylnego błotnika. Kapeć ma rozmiar 15, owszem są gotowe sztuki, ale dosyć drogie. Miało być tanio i własnoręcznie – włókno i żywica załatwiły sprawę. Bak stracił swą wierzchnią warstwę i dostał wymowny napis „this is OLD Shit” wykonany jakże zaawansowaną techniką – farba olejna i pędzel. Na seryjne gaźniki wpadły gąbkowe filtry powietrza. Sporo czasu upłynęło zanim udało się dobrać odpowiednie parametry składu mieszanki.

Obecnie ten mały oldschoolwy bobberek pomyka aż miło, dając mega wielką frajdę z jazdy i swej prezencji. Wyglądu który uzyskał dzięki uporowi i ciężkiej pracy bez worka kasy, zasługuje na ukłony w stosunku do twórcy. Bardzo dobry przykład na to, że się da. Da się niewielkim kosztem stworzyć bardzo ciekawy projekt, nawet bez większych ingerencji w ramę.

Od tego motocykla, zaczęła się przygoda Adama z tematem custom. Jeśli podoba się Wam jego motocykl, możecie obserwować jego dalsze poczynania na Facebook bądź YouTube – OLD Shit Garage. A wiem, że zaczął prace nad kolejnym motocyklem.  Trzymam kciuki!