Nurt zapoczątkowany w USA około 1940 roku choć termin ten wszedł w użycie od roku 1960.

Weterani USArmy którzy wracali z wojaży po starym kontynencie zainspirowani europejskimi lekkimi motocyklami postanowili przenieść to na swoje podwórko. Zaczęli zrzeszać się w kluby motocyklowe, ich motocykle miał odzwierciedlać duszę właściciela, spersonalizowany pod konkretnego jeźdźca, bez zbędnych akcesoriów, frędzli, kufrów czy innych urozmaiceń. Okrojony do granic możliwości, tylko tyle ile jest niezbędne by moto się toczyło. Typowo minimalistyczne podejście do tematu.

Maszyny budowane od podstaw czy przerabiane z seryjnych motocykli w zaciszu własnych garaży, piwnic czy innych dziwnych miejsc. Bardzo często w spartańskich warunkach z dostępem do naprawdę podstawowych narzędzi.

Budowa bobber’a w założeniu ma być tania zwłaszcza w porównaniu do innych motocykli, ma polegać na zdjęciu zbędnych elementów. Nie mam mowy w inwestowanie w zbędne chromy, dodatkowe światła czy szyby. Pierwszym, podstawowym i niezbędnym zabiegiem jest wywalenie seryjnych błotników. Motocykl nabiera niepowtarzalnego stylu, minimalistyczny tylni błotnik praktycznie leżący na oponie i pięknie.

W większości przypadków sztywna rama z brakiem amortyzacji tylnego koła, mały zbiornik paliwa, typowe „rowerowe” siedzenie obszyte licową skóra bydlęcą, ręcznie zdobione, osadzone na metalowej podstawie, wysoko osadzona kierownica to kolejne charakterystyczne elementy.

Jak wszystko, ewoluował także bobber -w dzisiejszych czasach wyróżniamy kilka stylów nawiązujących do legendarnego bobber’a – „bobber-chopper” czy„retro-bobber”.

Ostatnie lata to także wielkie polskie bobber’owe boom . Powstało wiele przeróżnych firm specjalizujących się w budowie bądź przeróbkach motocykli. Jedne robią to dobrze i z pasją ale za sporą kasę , inne robią to tylko dla pieniędzy a efekty są często mizerne. Większość maszyn wyjeżdżających z ich warsztatów wręcz zanurzona jest w chromie, obwieszona drogimi akcesoryjnymi dodatkami których ceny przerażą nie jednego szarego zjadacza chleba.

Nie jestem ich wrogiem tylko moim skromnym zdaniem kłóci się to trochę z ideą jakim jest Bobber. Choć nastały takie czasy że bogatemu wszystko wolno.

Jest też jedna grupa która zasługuje na największy szacunek – robią to pasją i bez większej gotówki, we własnym zaciszu z duchem legendarnych Easy Rider’s .

Opis bardzo ogólnikowy i bez większego zagłębiania. Jaki pisałem styl ewoluował i pędzie do przodu. Jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia.